Artykuły

Ks. Stanisław Wójtowicz, Biskup Karol Pękala jako apostoł miłosierdzia w diecezji tarnowskiej podczas wojny,
w: Currenda. Pismo urzędowe Diecezji Tarnowskiej, 1978, s. 351-361.

Dziesięć lat minęło od śmierci biskupa Karola Pękali. Kto go znał, ten do dziś żyje pod wpływem uroku jego osobowości, odczuwa jego duchową obecność zwłaszcza promieniowanie serca. Z odległości dziesięciu lat lepiej widać, jaką rolę spełnił w diecezji tarnowskiej podczas wojny, a także później w całym kraju. Był nie tylko organizatorem, lecz prawdziwym apostołem miłosierdzia. Warto przypomnieć bodaj w telegraficznym skrócie jeden odcinek jego olbrzymiej pracy, jakim była akcja charytatywna.

1. Człowiek opatrznościowy

Kościół od zarania swego istnienia troszczył się o ubogich: o sieroty, dzieci, starców, chorych i upośledzonych. Spieszył im zawszę z pomocą w potrzebach duszy i ciała. Ta troska uwidaczniała się szczególnie chwilach kataklizmów, wojen, powodzi, zarazy i innych nieszczęść. W tych trudnych sytuacjach Opatrzność Boża zsyłała odpowiednich ludzi, inicjatorów i apostołów miłosierdzia w osobach biskupów, kapłanów oraz ludzi świeckich. Jednym z nich był w naszym wieku biskup Karol Pękała, urodzony w Siołkowej koło Grybowa 26.10.1902 r. Jeśli się zważy okoliczności w jakich żył, można powiedzieć, że był to apostoł chrześcijańskiego miłosierdzia w trudnych czasach zwłaszcza podczas ostatniej wojny i zaraz po niej. On to przyjął na siebie zlecony mu przez diecezję obowiązek troski o cierpiących rodaków oraz o wszelkie ofiary wojny. Chyba pierwszy w dziejach stał się założycielem tak szerokiej, zorganizowanej i planowanej akcji charytatywnej najpierw w diecezji, a później w całym kraju. Opatrzność Boża już przed wojną przygotowywała go do tego zadania. Któż mógł wtedy przewidzieć niedolę i klęski, jakie przyniesie zawierucha wojenna. Kto mógł się spodziewać tylu nieszczęść na terenie diecezji tarnowskiej. Oto chyba z natchnienia Bożego już wtedy przygotowuje się do przyszłych zadań. Przed samą wojną zakłada kółka miłosierdzia przy stowarzyszeniach Akcji Katolickiej. Z polecenia biskupa Franciszka Lisowskiego tworzy komitety pomocy, ale równocześnie myśli o szerszej, zorganizowanej akcji miłosierdzia. Jakaś nieznana siła popycha go do dalszych studiów zagranicznych w Szwajcarii. Pisze pracę doktorską pt. "Caritas we współczesnej pracy duszpasterskiej". Zbiera także doświadczenia zorganizowanej akcji charytatywnej w diecezji poznańskiej. Nawiązuje kontakty z organizacjami charytatywnymi w Niemczech, aby później przenieść pewne akcje do naszej diecezji.

Nie spodziewał się, że za kilka lat stanie się współpracownikiem kard. Sapiehy, kontynuatorem jego działalności charytatywnej z okresu pierwszej wojny i będzie na ziemi polskiej budził ducha miłosierdzia.

2. Kwalifikacje fizyczne i duchowe

Opatrzność Boża obdarzyła ks. Karola Pękalę pewnymi osobistymi przymiotami do pełnienia roli organizatora akcji miłosierdzia. Już z natury był człowiekiem dobrym, wrażliwym na potrzeby bliźnich. Z jego oczu promieniowała dobroć, szlachetność i optymizm. Był serdeczny, ludzki, pełen współczucia dla cierpiących aż do zapomnienia o sobie, a dzięki tym właściwościom łatwiej mógł podnosić na duchu ludzi dotkniętych nieszczęściem.

Ponadto już jako dziecko sam na sobie doświadczył ubóstwa. Poznał jak trudne jest życie rodzili wielodzietnych. Jego młode lata upłynęły w przykrych warunkach pierwszej wojny światowej, kiedy ojciec walczył na froncie włoskim, zaś matka musiała ciężko pracować na utrzymanie siedmiorga dzieci. Doświadczył osobiście biedy ludzkiej i patrzył na nędzę wiejskiego środowiska. Jako najstarszy z synów musiał pomagać w pracy ubogiej matce, znanej w parafii z pobożności i wielkiego miłosierdzia wobec jeszcze bardziej potrzebujących bliźnich. Wychowywał się w atmosferze gorącej wiary, miłości i uczynności dla cierpiących. To wszystko pomagało mu zrozumieć potrzebę pomocy bliźnim. Już jako student pomagał rodzeństwu i kolegom. Nie umiał im niczego odmówić.

W domu rodzinnym jako uczeń nauczył się pracowitości i ofiarności. Z tego też środowiska wyniósł usposobienie bardzo delikatne i wrażliwe. Promieniował wśród innych wielką kulturą ducha. Nie było w nim ani iskry mściwości, ani cienia zazdrości. Umiał znieść przykrości i przebaczyć. Był człowiekiem prostym, bezpośrednim, gotowym do usług, a jednak obdarzonym jakimś urokiem dostojności.

3. Zdobywanie wiedzy

W swoich wspomnieniach często uświadamiał sobie dziwną opiekę Bożą nad sobą zwłaszcza w młodości. Za łaskę Bożą uważał możność kształcenia się w szkole średniej. Jako kapłan, wyświęcony w roku 1928, często dziękował Bogu za łaskę powołania oraz za zdobytą wiedzę. Nie chciał jednak na niej poprzestać. Pracował nad opanowaniem obcych języków, ale najwięcej wysiłku wkładał w przygotowanie się do akcji charytatywnej. To była jego specjalność. Już wtedy zdawał sobie sprawę, że zorganizowana akcja charytatywna to, coś więcej, niż indywidualne wspieranie potrzebujących. Obudziła się w nim świadomość, iż bez tej wiedzy nie mógłby pokierować działaniem społecznym. Dlatego tuż przed drugą wojną jest słuchaczem Caritaswissenschaft we Fryburgu, zwiedza zakłady opieki otwartej i zamkniętej, zapoznaje się z doświadczeniami akcji charytatywnej w Bazylei, w Niemczech. Dużo też podróżuje. Gromadzi wiadomości z literatury światowej. To studium ułatwi mu w przyszłości wypracowanie założeń dla działalności charytatywnej i sposobów oddziaływania tak na terenie diecezji, jak i później na całej naszej ziemi. Dzięki tej wiedzy będzie mógł natychmiast wyjść na spotkanie z trudnymi problemami na początku wojny, a także, objąć zasięgiem pomocy różne potrzeby.

4. Tajemnica owocnego działania

Nie należy jej szukać jedynie w przymiotach naturalnych, ani w wykształceniu, lecz w całej duchowości bpa Karola Pękali, w jego życiu nadprzyrodzonym. Jego charakterystyczną cechą było to, ze ciągle dążył dopodtrzymania i udoskonalenia swego życia wewnętrznego. Zawsze musiał znaleźć czas na czytanie Pisma ś. dzieł Ojców Kościoła, oraz na rozmyślanie. Czytał żywoty świętych. Poszukiwał różnych książek ascetycznych zwłaszcza tych, które omawiały wartość miłości i miłosierdzia. W pierwszym rzędzie jednak zależało mu na rozbudzaniu w swej duszy miłości Boga. Sam mówił: "Trzeba czytać, by dusza, mogła jeszcze ściślej zjednoczyć się z Bogiem, gdyż tą drogą spływa laska Boża, a to tchnienie jest tajemnicą naszego powodzenia". Z pewnością to było decydującym momentem bogatego życia wewnętrznego,, fundamentem całej działalności biskupa, który swoje posłannictwo oceniał w świetle wiary. Z takiej duchowości rodziły się coraz nowe inicjatywy osobistego oddziaływania. Zapatrzony w Boga, chciał mu służyć w biednych. Widział w nich Chrystusa cierpiącego. Ta miłość płynąca z wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem była pobudką i sprężyną jego aktywności osobistej, jak również zapału do' społecznego wysiłku. Kiedy spotkałam się z nim w chwilach dla dzieł miłosierdzia ciężkich - był zmartwiony, ale utkwiły mi w pamięci następujące słowa; "Nikt nam nie odbierze tego, co już zrobiliśmy dla Pana Jezusa w ubogich". Był przekonamy, że Bóg to wszystko policzy i wynagrodzi. Z taką świadomością rozpoczynał swoje dzieło i prowadził go do końca życia.

5. Sposoby oddziaływania

Biskup Karol Pękała starał Się oddziaływać słowem, pismem i własnym przykładem. W swoim życiu często głosił kazania i rekolekcje do wiernych,, liczne referaty, a wszystko miał wcześniej opracowane, napisane, przeniknięte duchem Ewangelii. Wygłaszał te nauki, z pamięci, z namaszczeniem, w oparciu o przemyślane przykłady z Pisma św., Ojców Kościoła, oraz innych autorów. Mówił prosto, ale ż przejęciem i serdecznością. Swoim dźwięcznym głosem, pogodnym usposobieniem i dostojnym wyglądem zyskiwał sympatię słuchaczy. Skłaniał wolę tak do osobistego .miłosierdzia, jak i społecznego apostolstwa miłości. Tymi słowami wciągał do współpracy księży i ludzi świeckich. Umiał zaapelować do rodaków podczas swego dwukrotnego pobytu za oceanem. Przemawiał tam kilka razy dziennie, mobilizując do miłosierdzia dla ubogich w kraju. Wszędzie zyskiwał sympatię słuchaczy. Tak było także podczas: ostatniej podróży do Bułgarii. Świadczą o tym słowa O. Stefana Meszkowa, wypisane w liście pośmiertnym; "Twarz jego, gdy przemawiał wyrażała taką łagodność, uprzejmość, ze "skaptował" wszystkich. Ksiądz biskup swoją postawą i fizjognomią przypomina nam naszego wielkiego przyjaciela Jana XXIII".

Innym sposobem oddziaływania było słowo pisane. Jak wiadomo opublikował dwie książki, a ponadto kilkadziesiąt artykułów w różnych czasopismach, nie licząc licznych kazań. Zmam 42 opublikowane artykuły,a w tym 31 dotyczy akcji miłosierdzia. Na pewno sporządzona przez ks. dr A. Nowaka bibliografia jego prac wskaże ich znacznie więcej, a cóż mówić o niezliczonych przemówieniach podczas zjazdów czy kursów. Przy pomocy słowa mówionego i pisanego dążył do pogłębienia życia duchowego wszystkich działaczy charytatywnych w parafiach, diecezjach, stowarzyszeniach i zakładach opiekuńczych.

I wreszcie nie bez znaczenia, .był; wpływ jego osobowości. Wszyscy wiedzieli o jego otwartym sercu, jak troszczył :się o chorych w szpitalu, jak umiał podnieść na duchu codziennie, gdy tam odprawiał Mszę św., a później spotykał się z chorymi. Wielu ubogich przychodziło do niego po pomoc. Umiał wszystkich cierpliwie wysłuchać i obdarzyć czyim mógł, aby wychodzili ze znakiem radości na twarzy. Bronił się stanowczo przed wyzyskiwaczami, ale i tu postępował z dobrocią serca. Bardzo krótko był w Bułgarii, ale, i tam O. Rafael mógł napisać po jego śmierci następujące słowa: "Ani my, ani nasi katolicy nie zapomną ks. biskupa - jego dobrego serca". Dzięki takiemu usposobieniu mógł także bezwiednie oddziaływać, na, ludzi, z którymi się spotkał.

6. Zasady działania-więź z Kościołem

Biskup Karol Pękała nie chciał budować akcji miłosierdzia .na swoich własnych doświadczeniach, ani w oderwaniu od społeczności chrześcijańskiej. Zależało mu na tym, by ją jak najściślej powiązać z Chrystusem i Kościołem. Chociaż sam pracował bardzo dużo, to niczego nie szukał dla siebie. Jego wysiłki kryły się w cieniu Kościoła. Uważał się tylko za narzędzie, którym diecezja się posługuje, za wykonawcę programu kościelnego. Nigdy nie chodziło mu o powiązanie akcji charytatywnej ze swoją osobą. Nie miał żadnych osobistych ambicji, ani egoistycznych celów w tej pełnej poświęcenia pracy, gdyż to było by sprzeczne z założeniami, płynącymi z wiary. Jeśli chciał mieć jakieś osobiste osiągnięcia, to widział je w tymi, gdy udało mu się związać kogoś przez miłość z Chrystusem. Wiedział bowiem, że wtedy powstanie trwała podstawa do chrześcijańskiej troski o bliźnich. Taki chrześcijanin będzie miał źródło miłosierdzia w swojej własnej duszy. Jego działalność będzie się rodzić z miłości. Z niej także będzie czerpać siły. Tego rodzaju uczynki miłosierdzia będą miały ogromną wartość, gdyż będą pochodzić z serca miłującego Boga.

Ta troska o najściślejszą więź działalności charytatywnej z Chrystusem odzwierciedliła się później w dekrecie soborowym, w następującej wypowiedzi: "Jak w zaraniu swych dziejów Kościół łączył Eucharystią z agapą, ukazywał się zjednoczony węzłem miłości z Chrystusem, tak w każdym czasie daje się rozpoznać po tym znaku miłości" (DA 8).

Drugim postulatem dla akcji miłosierdzia było pragnienie biskupa, by całe apostolstwo miłosierdzia zjednoczyć jak najściślej z Kościołem, reprezentowanym przez miejscowego biskupa ordynariusza. Dlatego nie chciał ani na moment odbiegać od wskazań swoich przełożonych. Chciał, by cała działalność charytatywna wraz ze wszystkimi agendami była prowadzona w jedności z diecezją. Jego podstawowym założeniem było działanie w jedności z rządcą diecezji. Pozostawał więc z nim w ścisłej łączności, poddawał pod ocenę swoje inicjatywy, potrzeby 'i plany, podporządkowując się wydanym dyrektywom z największym oddaniem.

Tę samą zasadę stawiał przed oczy wszystkim kapłanom oraz świeckim pracownikom w diecezji. W myśl tych założeń wszyscy jako czynni członkowie wspólnej akcji kościelnej winni być ściśle złączeni z biskupem, aby skutecznie realizować zaplanowane zadania.

Na szczególną uwagę zasługuje także troska biskupa Karola Pękali o więź ze wszystkimi kapłanami. W nich akcja miłosierdzia mogła znaleźć siłę mobilizującą całą społeczność chrześcijańską, do realizowania aktualnych zadań, do rozwiązywania najtrudniejszych problemów na terenie diecezji. Wszystkie oddziały w parafiach miały z nimi współpracować w najściślejszym powiązaniu, w atmosferze wzajemnej życzliwości i pomocy.

To też dyrektor ówczesnego Związku "Caritas" utrzymywał stałe kontakty z księżmi. Odwiedzał w chorobie. Pogłębiał atmosferę braterstwa i przyjaźni. Pragnął, by panował wśród nich klimat szczerości i życzliwości w myśl słów św. Pawła na które się powoływał; "Miłością braterską się miłując, w okazywaniu czci jedni drugich uprzedzając" (Rz. 12, 10)

na wzór Mistrza, który "nie przyszedł, aby mu służono, lecz służyć i duszę oddać na okup za wielu".

Szczególnym charyzmatem biskupa była umiejętność oddziaływania w duchu jedności na zebraniach. Umiał tym spotkaniom przewodniczyć, tworząc atmosferę życzliwości. Prowadził' je ż wielką kulturą i delikatnością. Pozwalał, by wszyscy mogli szczerze wypowiedzieć swoje zapatrywania. Nawet wtedy, kiedy trzeba było krytycznie ocenić czyjeś poglądy, czynił to niezmiernie przyjaźnie w duchu miłości. Umiał wcześniej przed zebraniem przygotować dyskusję, a później siłą serdeczności i promieniującej sugestii skłaniał do zainteresowania się akcją miłosierdzia.

Osobistą zaletą biskupa Pękali była nie tylko zdolność łączenia kapłanów w jedną wspólnotę, lecz także umiejętność pozyskiwania wiernych do współpracy. Ile razy przemawiał w kazaniach czy podczas różnych konferencji,, ujmował ludzi nie tyle argumentami, ile serdecznym słowem. Jego miły głos, a później także szaty biskupie dodawały mu uroku, zyskiwały serca, a także skłaniały wolę do włączenia się w apostolat miłosierdzia. Kilkanaście lat przed Soborem umiał przekonywać wiernych, że "wszyscy mają być światłością świata i oddawać chwalę Bogu wobec ludzi" ('KL 9), doskonalić siebie, naśladować Chrystusa w czynnej miłości, wznosząc się przez codzienną pracę na wyższy stopień świętości także apostolskiej (KK 44). Takie nastawienie już dawno przed Soborem włączało świeckich we wspólną działalność Kościoła. Uprzedzało też późniejsze wypowiedzi Soboru, wzywające wszystkich do czynnej miłości w słowach; "Wszyscy, bądź indywidualnie, bądź w zrzeszeniach mają dawać świadectwo z wiary, nadwiesi, miłości - mają budować Ciało Mistyczne" (.DA 15), przepajając życie miłością. Mają też udzielać pomocy duchowej (DA 1'7), wspierać bliźnich w potrzebie (DA 31).

Wysiłki nad włączeniem wszystkich wiernych we wspólną działalność charytatywną Kościoła nić byłyby w pełni widoczne,, gdybyśmy nie wspomnieli bodaj w najogólniejszym zarysie systematycznego szkolenia świeckich pracowników zarówno w parafiach, jak i w diecezji do należytego współudziału w akcji zorganizowanej. Dla tego celu biskup nie żałował czasu ani zdrowia. Starał się urządzać kursy i niezliczone spotkania. Utrzymywał łączność za pośrednictwem okólników i czasopism.

Praca tego rodzaju przynosiła owoce, włączając coraz szersze koła ludzi świeckich w orbitę zainteresowań jedną z form apostolstwa chrześcijańskiego t.j. miłosierdziem. Przyczyniała się nie tylko do głębszego zrozumienia potrzeby i form działania, lecz także zbliżała tych ludzi do Kościoła i budziła coraz nowe inicjatywy.

Już w tym czasie biskup wyczuwał potrzebę tej pracy w myśl późniejszych zaleceń Soboru: "Apostolstwo miłosierdzia musi być prowadzone w sposób troskliwy i uporządkowany" (KDK 88). Zasada formacji znalazła potwierdzenie także we wielu innych słowach: "Tych, którzy chcą się poświęcić apostolstwu miłosierdzia trzeba szkolić" (KDK 8), gdyż ta akcja może być w pełni skuteczna tylko pod warunkiem pełnego przygotowania.

7. Zasięg działalności charytatywnej

Zaledwie rozpoczęła, się wojna we wrześniu 1939 r. natychmiast trzeba było spieszyć z pomocą dotkniętym: 'cierpieniem rodakom. Wśród psychozy lęku nie: było oficjalnych instytucji do zajmowania się potrzebującymi. Trzeba było działać szybko, zdobywać fundusze, angażować personel.

a) Pomoc uciekinierom była pierwszą w szeregu akcją miłosierdzia na samym początku wojny. Już w pierwszych dniach września ruszyły na wschód fale uciekinierów cywilnych. W jakimś nerwowym nastroju ludzie opuszczali swoje domy; zapominali nawet o swoim dobytku i kierowali się ku wschodniej granicy. Tłumy pędzone lękiem i kulami karabinów maszynowych dniem i nocą posuwały się główną szosą przez Tarnów w stronę Lwowa. Jedni szli pieszo, inni na rowerach lub na wozach uciekali okryci kurzem, zmęczeni do ostatnich granic. Po drodze oblegali kościoły, czekali w kolejkach na spowiedź, licząc się z możliwością śmierci.

Ks. Karol Pękała nie ucieka. Nie myśli o sobie. Pozostaje w Tarnowie, aby służyć potrzebującym pomocy. Szybko organizuje cztery kuchnie polowe. Mobilizuje i wciąga do współpracy istniejące już komórki akcji charytatywnej. Już w pierwszych tygodniach Caritas wydał 110 tysięcy obiadów dla głodnych uchodźców.

b) Pomoc jeńcom polskim. Jeszcze nie skończyła się powszechnie zwana "wędrówką ludów", a już trzeba było się zająć tysiącami polskich jeńców. Pamiętam swój krótki pobyt w Tarnowie w pierwszych dniach września. Zatrzymałem się przed budynkiem III Liceum. Zwróciłem uwagę na tłumy jeńców za ogrodzeniem. Widok był przerażający. Wielu z nich było zmęczonych, obdartych, niepodobnych do ludzi. Jedni spoglądali z okien budynku. Inni rozmawiali przez parkan ze znajomymi na ulicy. Wszyscy szukali sposobu, by się wyrwać i uchronić przed wywiezieniem do niewoli. Żołnierze niemieccy strzegli bramy. Jeńcy zabawiali ich rozmową. Jak mogli odwracali uwagę strażników, aby koledzy mogli przejść przez bramę i zniknąć w tłumie ludzi. Prosili o ubrania cywilne, a także o papierosy i żywność. Nasuwało się pytanie, kto tym ludziom dostarcza posiłki i ubrania. Szybko dowiedzieliśmy się, że tę akcję organizuje Caritas pod dyrekcją ks. Karola Pękali, który już stworzył kuchnie polowe, dostarczał pomocy pierwszej potrzeby i szukał najrozmaitszych dróg, by dożywić 15-20 tysięcy jeńców, rozmieszczonych w obrębie budynków szkolnych w drodze do niewoli niemieckiej. Już w pierwszych tygodniach wojny dostarczył im 40 ton żywności i 198 000 zł zapomóg.

c) Pomoc wysiedlonym z zachodu. Zaledwie skończyła się jesień, a już przybyły do Tarnowa transporty Polaków wyrzuconych z ziem zachodnich, z terenów przyłączonych do Rzeszy. Jakże smutny był widok ludzi zziębniętych we wagonach bydlęcych podczas długich nocy grudniowych. Jechali na południe z Gostynia, Końskiego, z Pomorza, zdani na litość ludzką. Przywozili ze sobą chorych i tych, którzy zmarli w drodze. Nie było dla nich dachu nad głową ani pracy. Szukali pierwszej pomocy. Trzeba było wielkiej energii, by w kościołach poruszyć sumienia, dać im żywność i zasiłek gotówkowy oraz mieszkanie w domach katolickich. I oto ks. Karol Pękała wciąga do pomocy księży i świeckich. Szukają mieszkań dla siedmiu tysięcy osób. Rozglądają się za pracą, a Caritas wydaje na ten cel 517 997 złotych, pięć tysięcy sztuk odzieży i 215 ton żywności. Dzięki tej pierwszej pomocy wielu mogło przetrwać ten straszny okres.

d) Pomoc dzieciom. Już od początku wojny trzeba było zorganizować pomoc dla dzieci zarówno miejscowych, jak i wysiedlonych. Opieka nad nimi, prowadzona do końca wojny, musiała się oprzeć na ofiarności wiernych. Z konieczności kościoły i kaplice stały się punktami budzenia miłosierdzia w sercach innych ludzi. Wydano. 570 183 zł. Dopiero później nadeszła pomoc RGO, ale Caritas ciągle ją uzupełnia.

Ta akcja obejmuje swym zasięgiem coraz nowe miejscowości. Tworzy się coraz szersza sieć dożywiania dzieci, począwszy od niemowląt, a skończywszy na dzieciach szkolnych. Związek "Caritas" nie zważa na utrudnienia ze strony okupanta, wydaje tysiące posiłków dziennie. Podejmuje troskę o zagrożone dzieci w najrozmaitszych formach. Chroni sieroty, szuka dla nich opiekunów w rodzinach katolickich,, wysyła dzieci na dożywienie. Ponad cztery tysiące dzieci anemicznych księża rozmieścili w domach katolickich po wioskach celem bezpłatnego dożywienia. Poza małymi wyjątkami te rodziny okazały dzieciom dużo serca.

e) Pomoc więźniom. Jeszcze szerszy zasięg podczas wojny miała akcja dożywiania więźniów w murach tarnowskiego więzienia oraz w obozach koncentracyjnych. Około dwóch tysięcy najlepszych Polaków cierpiało głód w tarnowskim więzieniu. Wrogowie chcieli ich wyniszczyć i nie zezwalali na dożywianie. Trzeba było starać się i to pod firmą RGO o zezwolenie na pomoc. Dopiero gubernator Frank na interwencję kard. A. Sapiehy zezwolił na anonimowe dożywianie więźniów.

W niesieniu tej pomocy złotymi zgłoskami zapisało się nazwisko ówczesnego rządcy diecezji tarnowskiej ks. prałata Stanisława Bulandy. Jego troska o pomoc dla więźniów powinna pozostać na zawsze w historii tej diecezji. Kuria Diecezjalna posunęła się tak daleko1, że zaciągnęła pożyczkę półtora miliona złotych na pomoc dla więźniów. Oddała też pod zastaw cały swój majątek z nadzieją, że po wojnie wolna Polska dopomoże w spłaceniu długu. Co więcej, rządca diecezji ks. Stanisław Bulanda zakazał nawet odnawiania kościołów, sprawiania jakichkolwiek paramentów liturgicznych, by poszczególne parafie mogły oddawać składkę do Związku "Caritas" na dożywianie więźniów i pomoc dla wysiedlonych. Dokumentem chrześcijańskiej miłości jest także fakt ofiarności księży w parafiach dla ratowania rodzin uwięzionych zwłaszcza ich dzieci.

Ks. Karol Pękała z polecenia rządcy diecezji, zajął się organizacją pomocy dla więźniów. Jeździł od parafii do parafii, apelując o środki żywności. W tej organizacji, jak również w dostarczaniu pomocy do więzienia pomagał mu już doskonale rozbudowany Związek "Caritas". Owocem tych starań były transporty żywności do Tarnowa. W każdy poniedziałek od roku 1941 jechały chłopskie furmanki z dalekich wiosek z chlebem i żywnością. Każdy, kto przeżywał wojnę, może sobie wyobrazić jak niebezpieczna była ta akcja. Ileż to razy groziło aresztowanie za nielegalny ubój, za przewóz tłuszczu. Ileż to razy pracownicy Związku "Caritas" narażali się na utratę wolności i życia. Jeden z nich przypłacił życiem w oczekiwaniu na furmanki z żywnością. Był taki dzień, jak wspomina M. Pobóg, kiedy gestapowiec Brunow chciał wystrzelać wszystkich pracowników. Trzeba było' dopiero interwencji u Krügera w Krakowie, by ich ratować.

Dyrektor akcji miłosierdzia nie zapomniał także o pomocy dla matek z dziećmi, których ojcowie byli uwięzieni. Rozbudowywał liczne punkty dożywiania, zasiłki w gotówce itd. Jak wynika z przechowanych dokumentów wydano na pomoc dla więźniów w Tarnowie l 600 000 litrów zupy, 300 ton chleba, 2 041 138 zł a cóż mówić o paczkach, wysyłanych do obozów koncentracyjnych. 8 ton sucharów, 413 674 zł.

f) Pomoc dla Żydów. Nie potrzebowali oni materialnej pomocy, lecz więcej zależało im na przechowaniu dzieci, umożliwieniu ucieczki, lub zatarciu śladów swego pochodzenia. Szukali także życzliwej pociechy, ukrycia w bezpiecznym miejscu. Tego rodzaju pomoc groziła śmiercią, a jednak mamy tyle przykładów udzielonej pomocy z narażeniem własnego życia zarówno przez księży, jak i rodziny, katolickie. Po wojnie cały Kahał w Tarnowie składał podziękowanie ks. biskupowi, jak również wielu innym kapłanom w diecezji.

g) Pomoc dla wysiedlonych z pasa frontowego. Zasięg działalności charytatywnej doszedł do szczytu pod koniec wojny zwłaszcza w roku 1944, kiedy linia frontu zatrzymała się przez pół roku w środku diecezji tarnowskiej, a ludność wzdłuż Wisłoki od Jasła do Baranowa Sandomierskiego została brutalnie wyrzucona z domów. Niemcy zabrali młodzież do pracy, zaś starszych i rodzimy z małymi dziećmi wysiedlili na łaskę losu. Przybyły znów do Tarnowa matki z bosymi dziećmi, często w samej tylko koszuli. Wypełniły ulice i biura tysiące wygnańców tuż przed samą zimą. Sytuacja stała się tragiczna. Jeszcze więcej pogorszyły ją transporty wysiedlonych z Warszawy. Rozgrywały się rozpaczliwe sceny. ludzie spali na ziemi. Dzieci płakały. Trudno, było podołać potrzebom.

I w tym czasie otwarły się serca wiernych w parafiach, które nie uległy zniszczeniu. Z inicjatywy ks. Karola Pękali księża wyszukiwali pomieszczenia dla wysiedlonych w rodzinach. Organizują punkty zbiorcze z dożywianiem i pierwszą pomocą. Chłopi przyjeżdżają furmankami po wysiedlonych i przyjmują ich z wielką serdecznością. Znalazło się miejsce dla 42 tysięcy wygnańców. Tysiące rodzin zwłaszcza w ziemi tarnowskiej i bocheńskiej zostało obdarowanych i mogło przetrwać aż do odzyskania wolności. Udzielono 597 ton żywności, l 500 000 zasiłków, zaś warszawiakom 1 398 983 zł.

Niestety na tym nie skończyła się ich niedola. Jeszcze większa nędza zaczęła się wtedy, gdy wrócili do swej ziemi zamienionej w pustynię, z zaminowanymi polami, najeżonej drutami kolczastymi, do spalonych domów, zrujnowanych kościołów i sterczących bunkrów. Setki rodzin z małymi dziećmi zamieszkały w ciemnych piwnicach. Nie było zasianych pól ani zwierząt, ani też narzędzi do uprawy ziemi; Nie było chleba, ani lekarstw, ani dobrze zorganizowanej opieki społecznej. Nastał głód, szerzyły się choroby. Często miny rozszarpywały ludzi.

W tym okresie rozpoczyna się drugi etap, powojennej pomocy diecezji dla biednej ludności aż do powstania państwowej opieki społecznej. Ks. Karol Pękała jedzie na tereny zniszczone wozem zaprzęgniętym w dwa konie, podnosi na duchu przygnębioną ludność, a równocześnie odbywa się w diecezji zbiórka żywności, odzieży i narzędzi rolniczych. Jej wynik to kilkanaście wagonów tych najpilniejszych środków.

8. Jakie wartości pozostawiła działalność charytatywna?

Zwyczajne, osobiste uczynki miłosierdzia nigdy nie były ujmowane w cyfry, ani statystyki. Były służbą Chrystusowi w ubogich i najwspanialszym świadectwem życia chrześcijańskiego (DA 31). Ich wartość oceni sam Bóg i odpowiednio wynagrodzi. Natomiast społeczna, zorganizowana akcja charytatywna musiała być prowadzona w sposób uporządkowany, ujmowana w cyfry, kontrolowana w tym celu, by społeczność mogła ocenić wartość jej wkładu.

Dziś po tylu latach już mniej interesują nas : zewnętrzne osiągnięcia o tak olbrzymim zasięgu w przeszłości, natomiast nasuwa się pytanie, jakie było echo tej chrześcijańskiej działalności w duszach, jakie wartości wniosła w duchowe życie diecezji oraz jaki wpływ wywarła na współczesne pokolenie.

Jest faktem, że akcja miłosierdzia prowadzona przez ks. Karola Pękalę złagodziła morze cierpień, uratowała życie tysiącom ludzi w tym okresie, gdy zabrakło1 polskich owładz państwowych, zaś w dziedzinie duchowej budziła ducha miłości, wlewała otuchę w serca wiernych. Wyzwoliła też ogromne energie do wzajemnej pomocy, pomagając do przetrwania. Jest też rzeczą pewną, że wkład chrześcijańskiego miłosierdzia zapisał się głęboko w pamięci współczesnego pokolenia Polaków. Wywołał wdzięczne echo szczególnie wśród wysiedlonych, uwięzionych oraz wszystkich żyjących w tym okresie czasu. Wdzięczność przejawiała się w tak licznych podziękowaniach, w modlitwach, jak również z serca płynących ofiarach na cele religijne.

Z doświadczenia wiemy jak pewne zdarzenia pozostawiają ślady w mentalności ludzi. Wpływają na ich dalsze nastawienie i postępowanie. Podobnie realizacja chrześcijańskiego miłosierdzia w najtrudniejszych chwilach, tak ofiarnie prowadzona nie pozostała bez echa. Stała się wydarzeniem historycznym i wycisnęła pewne piętno na obliczu społeczności zarówno w parafiach, jak i w diecezji. Spełniło się proste przysłowie: "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Miliony ludzi przekonały się, że Kościół jest miłującą matką, która nie opuści dzieci w cierpieniu. Przeciwnie z poświęceniem spieszy im z pomocą. W tym okresie chrześcijanie okazali siłę swojej wiary, i miłości, zdając pomyślnie trudny egzamin.

W okresie okupacji kościelną akcja miłosierdzia pod troskliwą opieką dyrektora zespoliła w sobie całą przedwojenną działalność zespołów katolickich, skupiając ludzi świeckich wokół konkretnych czynów miłości. Dzięki tej współpracy ożywiła się chrześcijańska działalność społeczna. Przełamana została statyczna postawa wielu jednostek, gdyż wszyscy musieli się poczuwać do współdziałania.

Zgodnie z wypowiedzią ostatniego Soboru: "Sam przykład chrześcijańskiego życia, dobre uczynki spełniane w duchu nadprzyrodzonym mają siłę przyciągania ludzi do wiary w myśl słów: "Niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli uczynki wasze dobre i chwalili Ojca niebieskiego" (Mt. 5, 16). Ten fakt potwierdziły doświadczenia w diecezji tarnowskiej. Pod wpływem ofiarnej pracy w ramach diecezji dokonały się w umysłach wielkie przemiany. Realizowanie miłości i miłosierdzia z pewnością zbliżyło więcej ludzi do Chrystusa, niż wiele słów przeróżnych kaznodziejów. Może nawet więcej te czyny przemówiły do rozumu, niż wszelkiego rodzaju argumenty. Na skutek tego, co ludzie widzieli na własne oczy, lub doznali w swoim życiu stąpiło się ostrze przedwojennej niechęci niektórych warstw, tak dobrze znane w Tarnowie w latach przedwojennych. Otwarły się oczy tym, którzy mieli zastrzeżenia pod adresem Kościoła. Dostrzegli, że Kościół służy narodowi w najsmutniejszych chwilach i to wszystkim bez wyjątku, jako dzieciom Bożym.

Tak więc chyba w tym wymiarze można znaleźć odpowiedź na pytania; skąd się wzięło zaufanie społeczeństwa do Kościoła w okresie powojennymi, dlaczego umocniło się przywiązanie i życzliwość, jakie są podstawy zwiększonej ofiarności, a nawet liczby powołań. Apostolstwo miłości zawsze owocuje zarówno w duszach jak i w pracy duszpasterskiej.

Życie biskupa Karola Pękali wypełnione było bogatą treścią. Upłynęło ono w służbie bliźnim i to najbardziej potrzebującym. Dla nich narażał się na śmierć. Dla nich cierpiał. Zapisał się w historii diecezji jako apostoł miłosierdzia, który wniósł ogromny wkład w budowanie Ciała Mistycznego Chrystusa.

Odszedł do Pana po nagrodę, gdy go wezwał i przeprowadził przez czyściec ostatnich dni, ale pozostała po nim wdzięczna pamięć w sercach całej społeczności, która tak boleśnie przeżywała jego śmierć i tak licznie wzięła udział w pogrzebie. Za tę służbę dziękował mu kard. Karol Wojtyła: "Za szukanie ludzi, za budzenie ludzkich serc, za misje Kościoła ubogich, którego bogactwem są ludzkie serca" składał podziękowanie.

KONTAKT

ul. Legionów 30, 
33-100 TARNÓW 
tel. 14/6317320, 14/6317321
fax 14/6317329 
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

NASZE AKCJE

1% PODATKU

1procent m

Program "Gniazdo"

gniazdo

Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom

wigilijne-dzielo-pomocy-dzieciom-02

Wielkanocne Dzieło Caritas

Wielkanocne-Dzielo-Caritas

„Chleb za Chleb”

cheb-za-chleb

Program „SKRZYDŁA”

program-skrzydla

Okno Życia

okno-zycia

Bądź widoczny

badz-widoczny

GOSCIE ONLIE

Odwiedza nas 60 gości oraz 0 użytkowników.

media

      RDN NOWY SACZ    TGN    RDN MALOPOLSKA    pit format

   

WSPIERAJA NAS A

      logo gold drop 2016brukbet           suret castorama